6/26/2010

Is there any hope at all?

Jak płatki w mleku, jak cytryna w herbacie, jak okulary na nosie pasowali do siebie jakby byli stworzeni jako jedność i teraz się odnaleźli. Jednak rozdzielił ich strach, ból i niepewność. Nieubłagana odległość i bezsilność wobec przeciwności losu ich rozłączyła. Rozłączyła fizycznie. Psychicznie zraniła i namieszała. Poplątała szyki. Wzburzyła plany i nadzieje. Nie dała najmniejszych szans, a mimo to im udało się wytrwać tak długi czas. Zadziwiające to i piękne, a zarazem smutne i wzbudzające obrzydzenie do tego w jaki sposób funkcjonuje nasz świat.

Co może teraz zrobić? Chyba zrobił już wszystko co w jego mocy, a nawet więcej próbując wyrwać się z szyn, którymi kieruje go życie. Na próżno, na razie. Wszystko w rękach drugiej osoby, która to ma wszystko by znaleźć drogę powrotną. Jedyne co musi zrobić to zamknąć oczy, zajrzeć w głąb siebie i podążać ścieżką jaką podpowiada mu tylko jego dusza. Oczy ma mieć zamknięte po to, by nie patrzeć na to jak jest z zewnątrz, jak się wydaje, że jest i jak odbiera to nadzieję. Na szczęście ten świat został zbudowany na fundamentach nadziei i ona zawsze będzie w każdym z nas. Zdeptana, poniżona, zapomniana i pogrzebana - nigdy nie umrze, nigdy nie przestanie świecić i tętnić życiem, bo jest czymś pierwotnie pięknym, niezniszczalnym, nie podlegającym żadnym innym wartościom.


I try to reach you, I can almost feel you
You’re nearly here
And then you disappear

0 comment/s:

Prześlij komentarz